Samborowo (TFJ17), czyli z „twierdzą” w tle…

TFJ17 w Samborowie

Krótkofalarstwo można uprawiać na różne sposoby. Najczęściej robimy to „przy radiu” w domu/na działce. Ale ostatnio kilku Kolegów z SP4 aktywnie popularyzuje realizację programu dyplomowego pn. „Twierdze i Forty w Polsce„. Dużo jeżdżą, spotykają się.

Jurek – SP4SHW, Kazik – SQ4IOH (bywa, że i Jacek SP4TKO) podnoszą „radioaktywność” (hi) wielu „ufortyfikowanych” miejsc. Były już: Giżycko, Ruciane Nida, Szymonka, Bogaczewo, Mioduńskie, Zielony Lasek, Skorupki, Mikołajki, Sasek Wielki, Siódmak, Nowe Gizewo, Jerutki, Tomaryny. Przyszła kolej na Samborowo (TFJ17)

Z tego co słyszałem na Warmii i Mazurach takich miejsc nie brakuje. Wystarczy je tylko: odnaleźć, zgłosić i… uaktywnić!
Może i Ty masz coś takiego „pod bokiem”!?  Jeśli tak – daj znać. Odezwij się.

Opis programu czy wykaz zidentyfikowanych lokalizacji twierdz oraz fortyfikacji znajdziesz tutaj.

Złota, polska jesień...

Zaciekawiony barwnymi opowiadaniami oraz widząc w tym możliwość odwiedzenia ciekawych miejsc Regionu zgłosiłem Jurkowi (SP4SHW) oraz Kazikowi (SQ4IOH) chęć wzięcia udziału w najbliższej ekspedycji. Zgodzili się i ustaliliśmy, że wyjeżdżamy samochodem Jurka (wielkie dzięki!!!) w niedzielę (21.10, ok. g.8.00 rano).

Jurek z Kazikiem wzięli stosowne wyposażenie radiowe (niezawodnego IC-725, 2 dipole na 40 i 80 m), ja sprzęt fotograficzny. Latarki oczywiście zapomniałem ! :/
Pierwszy cel dnia: Samborowo, ale tak trochę z boku. Za torami.

Czy znajdziemy ? My – oczywiście! Kiedy? No i tu było więcej wątpliwości. Mieliśmy mapy. Jurek, jak i Kaziu (po wieczornym googlowaniu) wyposażeni byli nie tylko w wiedzę „gdzie”, ale i w… nawigację satelitarną.

Gadatliwa

W Jurkowej „Zocha” (tak ją ochrzciłem), a w Kazikowej „Krzyś” (ten „przez samo ha”, głos rozpoznawalny w całej Polsce) zaraz po włączeniu radośnie zadeklarowali chęć udzielenia wsparcia w zakresie wytyczenia naszej marszruty. Ponoć kilkanaście „blaszanych ptaków” (satelity) czuwało byśmy nie zbłądzili. Nasza radość nie trwała zbyt długo, gdyż „Zocha” i „Krzyś” nie zawsze mówili „jednym głosem”. Ale my byliśmy niewzruszeni. Podziwiając urokliwe jesienne klimaty za szybami samochodu uparcie zmierzaliśmy do wytyczonego celu.

By zakończyć ten wątek powiem krótko: „Krzyś” był spokojniejszy. „Zocha” (kobieca natura, nie znoszącym sprzeciwu głosem) często kazała nam zawracać. Wiedziony instynktem tropiciela Jurek olewał elektronicznych mędrców i jechał „na czuja”. Kaziu czasami odzywał się z tylnego fotela i… bywało, że miał rację. Ja (nuworysz „w temacie”) byłem małomówny, kierunkowo „neutralny” i nieskutecznie wypatrywałem obiektów. Może to przez tą mgłę ? Ostatecznie istotną rolę w ustaleniu lokalizacji odegrali „tubylcy”. Zasadniczo pozytywnie do nas nastawieni.

TFJ17 w Samborowie

Gdy dotarliśmy do pierwszego obiektu (Samborowo, obiekt umocniony, chroniący most kolejowy i jaz na Drwęcy) mgła zgęstniała do tego stopnia, że stojąc po drugiej stronie rzeki nasz pojazd i fortyfikacje były ledwo widoczne (przepraszam za jakość zdjęć). Nie mam pojęcia jak gęsta mgła wpływa na fale radiowe, ale już na wstępie wiedziałem, że fotografować nie będzie łatwo. Widoczność miejscami nie przekraczała 30m.

Antena - ważna rzecz

Była 9.05 rano (LT)
Jurek z Kazikiem przystąpili do rozwieszania anteny na 40kę. Z dużym zaciekawieniem oglądałem ich „sprzęt polowy”. Kiedyś zastanawiałem się nad przygotowaniem własnej „ekspedycji”, ale dopiero tu zobaczyłem o co winienem zadbać. Po włączeniu radia okazało się, że „sąsiedzi zza Odry” mocno gardłują (bo mają jakieś zawody). Chwila zastanowienia – dobra, rozstawiamy antenę na 80kę. Jurek zrobił kilkanaście QSO. Średnie raporty w okolicach 59, choć z czasem pojawiło się głębokie QSB. Po pewnym czasie kolejka oczekujących wyczerpała się. Gdy Kazik sięgnął po mikrofon usłyszał już tylko szum „martwego” pasma. I tylko od czasu do czasu przejeżdżające obok pociągi przejeżdżając „buczały” we mgle. Budowały „klimat”.

samb09

OK. Poszliśmy zwiedzać obiekty forteczne. Są dwa, po obu stronach torów. Z zewnątrz wyglądają dość dobrze. Między budowlami można przejść bez wychodzenia na zewnątrz. Pod nasypem kolejowym jest podziemny (nadal drożny) tunel. Dobrze, że wziąłem buty „trapery”. Jak wspomniałem zapomniałem latarki, ale Kazik skutecznie rozpraszał ciemności. Było co oglądać.
Dziś obiekt jest już mocno zdewastowany i zanieczyczczony. Jednak jego wnętrze nadal robi wrażenie. Widać, ślady po dawnym wyposażeniu. Budowniczy miał doświadczenie nie tylko w tego typu konstrukcjach, ale i wiedział co robi. Obiekt pozostawiony „sam sobie” po ok. 100 latach od wzniesienia i mimo braku konserwacji nadal stoi. I przypomina o (nie tylko) swojej historii.

samb11

Miejscowy i przyjaźnie nastawiony wędkarz mimochodem poinformował mnie, że z aparatem spóźniłem się o… 40 lat. Ponoć jeszcze w latach 70-tych (XXw.) obiekt nie tylko prezentował się dużo lepiej, ale nadal posiadał żelazne drzwi oraz osłony otworów strzelniczych. A na jego strop można było się wspiąć po metalowej drabince.

samb21

Ok. 11-tej (LT) Kaziu ponownie postanowił popróbować szczęścia na 40ce. I dość szybko… „puknął” ponad 20 OSQ. A gdy na paśmie pojawiły się wołające stacje litewskie czy niemieckie Kaziu z Jurkiem pracowali symultanicznie.

W ogóle nasza obecność została zauważona przez „lokalną społeczność”. Pytano m.in.: czy to nasza praca (nie chciano uwierzyć, że komuś w niedziele przy takiej pogodzie chce się szwendać po dziurach i wykrotach), czy zamierzamy rozbierać bunkier, czy kradniemy prąd (obok przebiegała trakcja kolejowa), z kim rozmawiamy „przez radio”, czemu ci których słychać mają „blaszany” głos. Większość z pytających traktowała nas z zauważalnym dystansem, rezerwą.

Ok. 12-tej pojawiła się (samochodem) 5-cio osobowa grupa młodych ludzi, którzy przeprowadzili „regularne” śledztwo: kto, co, po co i z kim ? Nie szukaliśmy zaczepki, a na pytania odpowiadaliśmy grzecznie i pełnymi zdaniami. Musieli mieć w samochodzie skaner, albo byliśmy przez dłuższą chwilę obserwowani, gdyż dopytywali się o ostatnio aktywnego operatora. Tzn. Jurka. Nasze odpowiedzi wskazujące, że jesteśmy jedynie nieszkodliwymi amatorami radiowych pogawędek nt. fortecznych budowli niezbyt ich przekonywały. Nie kryli tego. Długo dyskutowali między sobą: co z tym (nami) zrobić? Popijając piwo oobserwowali nas jeszcze przez ok. pół godziny, machnęli nam na pożegnanie ręką i odjechali. Cała nasza trójka odetchnęła z wyraźną ulgą.

I postanowiliśmy szybko „zmienić miejsce postoju”. Na Ostródę. Postanowiliśmy z parkinku przy zamku dać możliwość słuchającym (i wołającym) zdobycia kilku puktów w programie zamkowym. Jadąc „przeżywaliśmy” nieoczekiwane spotkanie. I uznaliśmy, że wypuszczanie się pojedyńczo na takie „eskapady” nie jest dobrym i rozsądnym rozwiązaniem. Zwłaszcza jeśli weźmie się pod uwagę szeroko rozumiany aspekt „bezpieczeństwa” jej uczestników.

Ruszyliśmy. Tym razem „Zocha” i „Krzyś” (nawigacja) nie byli zbyt nachalni. Może dlatego też cel osiągnęliśmy szybko i bez zakłóceń.

Na parkingu (za zamkiem) w Ostródzie

Po rozwieszeniu anteny (dipol na 40) Jurek zajął miejsce przy radiu. Nasze malipulacje przy latarniach (do nich przyczepione były ramiona dipola) nie wzbudziły żadnego zainteresowania. Wiadomo: miasto! A może dlatego, że trwały wybory uzupełniające ! 😉

Jurek chwilę „cekulił” i potem poszło z górki. Można było usłyszeć tych, którzy „na nas czekali”, ale i takich, którzy „trafili tu przypadkiem”. Ktoś żalił się, że „na twierdzę zaspał, ale następnym razem to…”. Po ok. pół godzinie Kazik zmienił przy mikrofonie Jurka. Cierpliwość oczekujących została wynagrodzona. Obserwując pracę Kolegów zauważyłem, że (w odróżnieniu do naszej nawigacji) damski głos na paśmie zwraca ich szczególną uwagę. Ponownie pojawiły się stacje zagraniczne. Co ciekawe, jedna ze stacji niemieckich przyznawała punkty za niemiecki zamek. Było fajnie.

To musi być gdzieś tu !

Opuszczając Ostródę Jurek z Kazikiem postanowili sprawdzić czy nie ma w pobliżu jakiś umocnień fortecznych np. przy drugim moście na Drwęcy? Nie tylko w czasie „pracy na mapie”, ale i jazdy sugerowane kierunki naszego monitorowania chwilami mocno się różniły. „Zocha” i „Krzyś” zasadniczo milczały. Nie wiem czy się pogubiły, czy też wolały nie ryzykować…. wyłączenia. W pewnym momencie musieliśmy się „spieszyć” (pozostawić pojazd na poboczu). Podreptaliśmy gęsiego wzdłuż torów w kierunku zaproponowanym przez Kazika.

Wiesz, ja coś widzę !?

Słońce wreszcie pokonało mgłę. A była godzina ok. 12.30. I wokół zrobiło się pięknie. Ciepło. Jesiennie.
Wizja lokalna przekonała nas, że: Drwęca jest, most kolejowy też, ale trudno obecnie doszukać się śladów… umocnień. Choć nie można tego rozstrzygnąć na 100%. Rozmowa z „miejscowym” też nie przyniosła istotnych rozstrzygnięć. Nie można wykluczyć, że jeszcze tu wrócimy…

Droga powrotna

Zajmowaniu miejsc w samochodzie towarzyszyło westchnienie ulgi. Nie ma co ukrywać. Nadreptaliśmy się trochę. Powrót do Plusk odbywał się niemalże w milczeniu. Jurek kierował, my z Kazikiem z lekka drzemaliśmy. Jedynie „Zocha” znów się rozszczebiotała. Ale gdy wjechaliśmy na nową trase Olsztynek-Olsztyn i ona zamilkła. Bo jej nie znała.
Jeszcze tylko krótki „popas” u Kazika w Pluskach (dzięki za goscinę i poczęstunek) i skok do Olsztyna.

Przyznaję, że Jurek, jak i Kazik kilkakrotnie namawiali mnie, bym odłożył aparat i zagadał „na falach”. Ze wstydem przyznaję, że zrejterowałem „z placu boju”. Ale obiecałem solennie, że „następnym razem…”. Zobaczymy !?

Zastanawiam się, czy wsród czytelników naszej strony znajdą się inni zainteresowani tym sposobem spędzania wolnego czasu i uprawiania naszego hobby. Wszak nie od dziś wiadomo, że „w kupie”: raźniej, cieplej, ekonomiczniej, a częstokroć … bezpieczniej. Co widać na naszym przykładzie. Pozdrawiamy i zapraszamy !

Jak zwykle eskapada tabyła też dobrą okazją do pstryknięcia kilku fotek. Zapraszam zatem do galerii

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *